Mamy dwie kolejki do końca, a w tabeli ligowej – poza pierwszą trójką – pełen chaos. Blazers, Piaseczusets oraz Court Clan już na bank podzielą się pozycjami 1-3. Dalej może się wydarzyć niemal wszystko. Banksters i Polibuda w potężym kryzysie. Panowie z Hutnika Warszawa nigdy nie wiadomo, w jakim zagrają składzie. Reszta stawki korzysta z tego raz lepiej, raz gorzej. Ostatnio skorzystał Targówek pokonując „Hutników” 128:78.
Trzecia drużyna poprzedniego sezonu nie może złapać właściwego rytmu. W ostatnich pięciu spotkaniach Banksters przegrali aż trzykrotnie. Sam fakt tak by nie martwił – bili się w końcu ze ścisłą czołówką: Blazers, Piaseczusets i Court Clan. Styl może jednak już zaskakiwać. W tych trzech meczach chłopaki nawet nie nawiązali walki przegrywając każdorazowo „plus minus” dwudziestoma punktami. Jest jeszcze kilka tygodni na odnalezienie tego, co się zgubiło. Zobaczymy jak im pójdzie.
.
W podobnej sytuacji mamy Polibudę. Oni również mają w ostatnich pięciu kolejkach bilans 2-3, przy czym w przegranych starciach z Hutnikiem Warszawa czy Court Clan jakby nie było mistrzowie 6. edycji WBA zwyczajnie nie byli sobą. Strasznie brakuje im głębi składu i siły podkoszowej.
.
Najbliższe dwa weekendy ligowe – jeden jeszcze teraz w kwietniu, a dugi już po majówce – zakończą zmagania sezonu regularnego. Zajmujący ostatnią pozycję w tabeli Targówek ma bilans 2-7. Zajmująca czwarte miejsce Polibuda legitymuje się bilansem 4-5. Gdzieś tam w środku mamy Banksters i Hutnika Warszawa z nierozegranym bezpośrednim starciem, gdzie czysto teoretycznie ten moment jest to 20:0 na rzecz Banksters. Dużo, naprawdę dużo niewiadomych.
.
Ostatnie dwie kolejki nie rozpieszczały. Z dwunastu spotkań wybralem trzy, o których warto moim zdaniem machnąć kilka zdań.
.
Pojedynek POLIBUDY i BANKSTERS – biorąc pod uwagę to o czym było powyżej – miał dla obu drużyn naprawdę duże znaczenie. Pierwsza kwarta nieznacznie pod dyktando Banksters. Byli przez moment nawet na +8, ale ostatecznie zamknęli kwartę minimalnym prowadzeniem. Druga kwarta to popis umiejętności Polibudy. Bardzo skuteczna gra w ataku, ale i obrona niczego sobie. Po drodze zaliczony „run” 12:0. Ostatecznie wynik tych dwunastu minut to 24:13 i +10 w połowie starcia. Zmiana koszy dała nam również zmianę postawy w obu drużynach. Zupełnie jakby jeden kosz dawał ekipom bonus do celności, a drugi odbierał siły. Banksters zaczęli całkiem sprawnie odrabiać straty. Kwartę wygrali 22:15 zbliżając się do rywali na 3 „oczka”. Po wznowieniu gry nadal byli górą. Po kilku minutach już widzieliśmy ich na prowadzeniu, niewielkim, ale jak się miało okazać ostatecznym. Polibudzie w ataku dalej szło jak po grudzie. 10-punktowa zdobycz nie pozwoliła im dotrzymać kroku rywalom (67:72).
.
Świetny początek nie dał GET WOW TEAM zwycięstwa nad POST PRIME. Pierwsza kwarta to było naprwdę obiecujące kilka minut. Dobra skuteczność pozwoliła im być w pewnym momencie nawet na +12. Niestety wszystko co dobre dosyć szybko się skończyło. W drugiej kwarcie Post Prime byli już wyraźnie lepsi pozwalając rywalom na zaledwie dwa celne rzuty z gry i ogólnie tylko 7-punktową zdobycz. Zanim połowa dobiegła końca wyszli na prowadzenie. Trzecia odsłona to ponownie dobre minuty Get Wow. Kilkukrotnie byli na +5. Chwilę przed końcem kwarty byli jeszcze na prowazeniu, ale końcówka ponownie poszła na konto przeciwników, którzy po raz pierwszy w tym spotkaniu uzyskali przewagę, na której odrobienie potrzeba więcej niż jednego celnego rzutu z gry. W ostatniej kwarcie Post Prime kontrolowali już sprawy na boisku. Na każde trafienie rywali bardzo szybko potrafili znaleźć adekwatną odpowiedź. Ich przewaga sięgnęła w pewnym momencie +9. Niezagrożeni dojechali z wynikiem do końca spotkania (63:56). Po stronie pokonanych bardzo wszechstronny występ Miłasza Błażejczyka (13 pkt, 14 zb, 7 as, 4 prz), choć nad skutecznością rzutów to zdaje się trzeba popracować.
.
POST PRIME mająostatnio szczęście do zaciętych i emocjonujących, ale też wygranych pojedynków. W ostatni weekend zmierzyli się z POLSKA KLUB SPORTOWY i powiedzmy sobie wprost: Byli o włos od przegranej a zwycięstwo wyrwali z rąk zmęczonych rywali w samej końcówce. Początek spotkania wyrównany. Lekka przewaga jednych, za chwilę drugich, ostatecznie mamy remis po 18 na koniec pierwszej odsłony. W kolejnej kwarcie podobnie z lekkim wskazaniem na PKS, którzy na przerwę między połowami schodzili będąc na +3. Kolejne minuty to nadal ich dobra gra, co zaowocowało powiększeniem przewagi do 10 punktów. Było naprawdę obiecująco, choć pewne problemy zaczęli sprawiać wysocy przeciwnicy. Zmęczenie robiło swoje i coraz częściej brakowało argumentów. Wreszcie jakoś cztery minuty przed końcem zabrakło ich zupełnie. W tym momencie PKS byli jeszcze na +7 i nie mogli się spodziewać, że przez najbliższe trzy minuty punkty będązdobywali wyłącznie rywale. Post Prime zaliczyli „run” 12:0 na kilkadziesiąt sekund przed końcem wychodząc na 5-punktwe prowadzenie. Przeciwnicy próbowali jeszcze coś z tym zrobić. Celna trójka dała nadzieję. Post Prime odpowiedzieli celnymi rzutami wolnymi. Za chwilę mieliśmy kolejny rzut zza łuku. PKS byli już tylko na -1. Niestety w ostatnich sekundach nie mieli już szczęścia. Ostatecznie musieli pogodzić się z przegraną (74:78). W szeregach Post Prime kawał solidnej roboty wykonał Maciej Staszewski (27 pkt, 14 zb, 5 as) mając po przeciwnej stronie godnego rywala w osobie Marcina Teklaka (16 pkt, 15 zb, 5 as, 1 prz)
—
Marcin Krysiak
Stowarzyszenie Warszawski Basket