Dwa ciekawe mecze, jedna konfrontacja trzymająca w napięciu przez około trzy kwarty oraz jeden naprawdę ciężki i brutalny nokaut. Tak w skrócie można podsumować ćwierćfinały na poziomie Champions League. Najwięcej emocji dostarczyli nam chyba Court Clan oraz Post Prime. W szranki z tym meczem może iść pojedynek aktualnych mistrzów, Piaseczusets, z osłabionym kontuzjami Hutnikiem Warszawa.
Jakoś tak podskórnie czułem, że akurat w przypadku Champions League na etapie ćwierćfinałów będzie nieco mniej emocji, niż miało to miejsce w niższych ligach. Polibuda i Banksters to dosyć równorzędne ekipy. Liczyłem na dobre zawody. Gdzieś tam z tyłu głowy miałem jednak, że trzecia drużyna poprzedniej edycji przechodzi jakiś ewidentny kryzys. W ostatnich pięciu meczach Banksters aż trzykrotnie schodzili z boiska w roli pokonanych nie mierząc się bynajmniej w tym czasie wyłącznie z ligowymi potęgami. Pewną nadzieję stanowił fakt, że akurat w starciu z Polibudą – przegranym – prezentowali się co najmniej nieźle. Hutnik Warszawa to do niedawna była absolutna elita Champions League. Do niedawna. Ten sezon to frustrująca – również dla nich – łapanka. Kolejne nieobecności, brak stabilnego trzonu, to wszystko spowodowało, że ciężko było o nich mówić, jako o pretendentach do zdobywania medali, zwłaszcza kiedy na ich drodze stanęli Piaseczusets. Court Clan i Post Prime to była ta para, gdzie bardzo liczyłem na dobre widowisko i się nie zawiodłem. O konfrontacji #1 z #8… No powiem, że w tym przypadku ie liczyłem na wiele. Mimo wszystko nie spodziwałem się takiej demolki. Blazers zrobili sobie z tego meczu ewidentnie pokaz siły.
.
Całe „drzewko” fazy play off, uzupełnione o wyniki pierwszego etapu, w graficznej formie, macie na samym dole tego materiału.
Startuję od najciekawszego meczu tej rundy. To było około trzydzieści minut fajnej i niezwykle wyrównanej rywalizacji, gdzie żadnej z drużyn nie udało się wypracować zaliczki większej niż 4-punktowa. Akcja z miejsca powodowała reakcję. Było dużo twardej walki. Prowadzenie zmieniało się aż czternastokrotnie.Mielismy sześć remisów. Tak powinny wyglądać mecze fazy play off. Stan swoistej równowagi przełamali w trzeciej odsłonie Court Clan. To było naprawdę solidne uderzenie, które niejedną drużynę zwaliłoby z nóg na stałe. 12:0 na przestrzeni dosłownie kilku minut i obraz gry uległ totalnej zmianie. Post Prime zaczęli gonić rywali. Jeszcze przed końcem 3q zeszli z wynikiem do -4. Po wznowieniu gry przez moment byli tylko 2 „oczka” za Court Clan, ale ci potrafili po raz kolejny odpowiedzieć. Dwie udane akcje i ich przewaga sięgnęła 7 punktów. Chwilę później byli już na +9. A czas uciekał nieubłaganie. I wreszcie uciegł. Post Prime walczyli do końca, ale przegrali (62:56).
.
PIASECZUSETS mają mocny plan obronić tytuł wywalczony przed czterema miesiącami. Pierwszą „przeciwnością losu”, jaka stanęła na ich drodze byli weterani z Hutnika Warszawa. Tak jak pisałem powyżej to nie jest sezon, o jakim mogłaby marzyć taka ekipa. Ciągłe nieobecności, kontuzje, dosłownie łapanka przedmeczowa. To nie wyglądało poważnie. Skończyło się jednym walkowerem i kilkoma przegranymi w stylu… co najmniej dyskusyjnym. Starcie z broniącymi tytułu mistrzami WBA to było coś, czego raczej chcięli uniknąć. Nie uniknęli. Przez dwie kwarty wyglądali w tym meczu co najmneij dobrze. Choć to raczej Piaseczusets dyktowali warunki, to i „Hutnicy” mieli swoje momenty kilkukrotnie goszcząc na prowadzeniu. Po zmianie stron sprawy przestały się ukłądać. Oczywiście dla Hutnika Warszawa, bo w przypadku Piaseczusets wyglądało to coraz lepiej. Już na samym początku 3q wyszli na +9 i w zasadzie już do końca meczu utrzymywali ten dystans. Niby nie było to jakoś dużo, ale w powietrzu czuło się pewną bezradność rywali, którzy dopiero w samej końcówce zeszli z wynikiem do -6. Mistrzów Ligi zobaczymy w półfinale (69:60).
.
BANKSTERS vs. POLIBUDA to był do pewnego momentu naprawdę fajny i zacięty mecz. Pierwsza kwarta pod dyktando Banksters. W pewnym momencie byli już na +8. W drugiej też wiodło im się nienajgorzej, ale pod jej koniec dali się wreszcie dopaść rywalom, którzy kończyli kwartę prowadząc 3 punktami. Po wznowieniu gry Polibuda się nie zatrzymywała. Z 3 „oczek” zrobiło się po kilku minutach +9. Banksters odpowiedzieli tak, jak potrafią najlepiej – twardą, nieustępliwą obroną i walką o każdy centymetr parkietu. Dało to solidne rezultaty. Zanim kwarta dobiegła końca odrobili wszystkie straty i to z nawiązką. W finałowe dwanaście minut wchodzili będąc na minimalnym prowadzeniu… Z którego po chwili nic nie zostało. Co gorsze brązowym medalistom poprzedniej edycji zaczęło się wszystko komplikować. rywale kończyli kolejne ataki, oczywiście z pozytywnym efektem. Było tego dużo, naprawdę dużo. To był jeden z tych momentów, kiedy Polibuda „czuje krew”, a z rywali nie ma co zbierać. Wygrali te dwanaście minut aż 29:13 i oczywiście bez komplikacji zameldowali się w kolejnej rundzie (75:60).
.
Nawiązując do starego dobrego „Space Jam”. GET WOW TEAM w starciu z BLAZERS wyglądali, jakby ktoś im ukradł talenty. To nawet przez kilka minut nie wyglądało na walkę. Demolka, blow out, egzekucja… Nazwijcie to sobie jak chcecie. Fakty są takie, że kiedy Get Wow dobijali do 10 punktów, to Blazers mieli ich na koncie już 33. Kiedy zdobywali 30 punkt – a była to już końcówka trzeciej kwarty – to rywale mieli na koncie ich 75! Podsumowaniem było ostatnie dwanaście minut, w których Get Wow Team zdobyli… 2 punkty.
—
__
Marcin Krysiak
Stowarzyszenie Warszawski Basket